Znowu jestesmy na blogu

Dawno nic nie pisałem. Ostatni wpis jest jeszcze sprzed rejsów. Wiec po kolei. Najpierw – w maju- poplynelismy na rejs po Bałtyku. Start z Rostoku ( Warrenmunde) potem Gdynia ( zamiast Borholmu) Visby, Klaipeda, Ryga, Talin, Sankt Petersburg, Stockholm i Helsinki. Trasa bardzo fajna, tym bardziej ze mieliśmy ze sobą nasze skladane rowery. Chyba 2 tyg. później nastepny rejs Norwegia. Tu zadziałała smiesznie niska cena. Tu wszystko szlo super, dopóki w najladniejszym fiordzie Andalsnes, po swietnej wycieczce na rowerach w czasie powrotu na statek Ela katapultowala sie przez kierownicę upafajac na gliwe i obie rece. Gemeralnie katastrofa. Odludzie, pustka a statek odplywa za 2 godz. Ela z wstrzasem mózgu, bolącymi obiema rękami i kolanem wsiadla na rower i pojechala. Po 100 m prawie spadla z roweru , tak ja bolala głowa. Nie wiem jak to zrobila, ale na statek zdazylismy. Lekarz na statku dal nam tylko błogosławieństwo, i następnego dnia trafiliśmy na pogotowie ratunkowe w Bergen. Ela byla sparalizowana wizją zagipsowanych obu rąk, prawej nogi i szyi. Jak okazalo sie, ze zlamana jest tylko jedna reka ( wprawdzie w dwu miejscach) a w dodatku Norwegowie nie gipsuja, ale dają tylko orteze, Ela byla naprawde szczęśliwa. Po powrocie pod koniec czerwca nastepne zdarzenie: Eli mama miala udar mózgu. Akcja ratunkowa z dwoma wybitymi oknami. Udalo sie zdazyc na podanie leczenia trombolitycznego. Mama wyszla z tego tylko z lekkim niedowladem nogi i ręki. Do wprowadzenia rehabilitacją. Na poczatku lipca Gerard zalatwil mi lozko w szpitalu na Banacha w Warszawie. U najlepszego neurochirurga w Polsce. Bez 2 letniej kolejki. Ale az glupio sie przyznać znowu sie nie dogadalem. Powiedzieli mi, ze cale szczescie, ze nie dalem sobie zrobic operacji we Wroclawiu, i zaczeli przygotowywac do operacji w Warszawie. Uciekłem nastepnego dnia rano. Tylko nie wiedzialem jak spojrzec w oczy Gerarda. Gerard jeszcze raz dzieki za zalatwienie wejscia i tolerancje dla wyjścia. W sierpniu tygodniowy wypad na Mazury. Udał się bardzo. Byliśmy na nowej Delphia33 w trzy pary: my, moj kuzyn Marek z żoną i Wojtek z Renatą. Trzech sternikow, przy czym Marek z patentem z Kalifornii. Tak mozna żeglowac. W dodatku slonce + dobry wiatr. Mogło by tylko jeszcze dodac z 5 stopni ciepla. Wrzesien minąl pod kątem przygotowań do maratonu w Berlinie. Tak, do maratonu w tym samym miejscu i dwa razy dluzszego niz na wiosnę, gdy dostalem wylewu. Ela za ten pomysł chciała mnie zabić. Ale ja naprawfe potrzebowalem tego dla kuracji psychicznej. Poszlo dobrze, Ela zlamala po raz pierwszy dwie godz. i zrobila 1:59:30. Ja bardzo ostrznie pojechalem duzo wolniej niz w marcu, ale zrobilem 1:32:40. Wszystko z pelna kontrola tętna. Dojechalem zdrowy. Znowu myslimy o wyjezdzie aby ominąć polską zimę. Ostatnio najwiecej mowimy o Kostaryce. Ale rozmawiamy tez o Australii. Na razie nic nie potwierdzilismy.

image

image

Rejs do Norwegii

Zapomnialem wczoraj napisać, że w trakcie pakowania sie na Baltyk kupilismy rejs do Norwegii na Morze Północne.Doslownie w trakcie pakowania, bo dzien przed wyjazdem, w ciagu 2 godzin. Ale czy mielismy wybor, jak hotel ze sniadaniem w Oslo kosztuje drozej niż rejs na tydzień do Oslo, Kopenhagii i paru fiordow norweskich z siedmioma sniadaniami, obiadami , podwieczorkami i kolacjami i tancami po kolacji. Cena za jedną osobe to 169 Euro plus 130 Euroopłat portowych. Rejs startuje 7 czerwca,  i jezeli ktos ma ochote poplynac z nami to prosze zglosic sie do Natalii z Niebieskamila.pl.
Haslo : moje nazwisko, termin: do 14:00 w poniedzialek 12 maja. Mamy zarezerwowane jeszcze 2 kabiny. Z wolnej reki miejsc juz nie ma.

Jedziemy na rejs po Bałtyku

Jednak wyjechalismy. Jeszcze tydzień temu nie bylo to takie oczywiste.
Wyjechalismy dzien wczesniej aby nie przemęczac rekonwalescenta czyli mnie. Okazalo sie, ze ma to swoje dobre stony bo przypadkowo trafilismy na bardzo ładne miasteczko Schwerin.

image

image

image

image

Co ciekawe w miasteczku byli NRDowcy obchodzą ….,  no wlasciwie to nie wiem co, zwyciestwo armii czerwonej nad Hitlerem ???. Chyba obchodzą z przyzwyczajenia, a nie bardzo wiedzą co. W kazdym razie Ela przyłączyła się do obchodów

image

Poziom integracji Polsko -NRDowskiej nawet dla kogos tak tolerancyjnego jak ja jest tu chyba za duży.  Jutro rano wyjezdzamy z NRD.

Ja ostatnio wyjezdzajac do Niemiec zawsze startuje w jakis zawodach. Teraz, po niedobrych doswiadczeniach z Berlina , z ostrożności zmienilem miasto , konkurencje i dystans. Startuje w Schwerin, w biegu, na dystansie 5km.

image

Niestety biegu nie ukonczylem.

Jutro meldujemy sie w Kiel na statku.

walka z CPN

Wczoraj o 10:10 minęły dokładnie 4 tygodnie od wylewu. To znaczy że wyszedłem z najgorszego okresu.Czuję się (relatywnie) bardzo dobrze.. Na tyle dobrze, że wczoraj z okazji zakończenia czwartego tygodnia wsiadłem na rower.Wstydzę się przyznać ile przejechaliśmy ale plan przekroczylismy kilkukrotnie.
Ale wracam do tytul. Walczę z CPN , czyli z ……Chlamydia Pneumoniale. Widzę w niej głównego sprawcę moich problemów.Za parę dni zaczynam kilku tygodniową kurację. antybiotykowa. Mam nadzieję, że po remoncie będę jak nowy.

Dom

Od środy jestem w domu. 

Objawy krwawienia podpajęnczynowkowego

Tak w razie czego, w celach profilaktycznych i edukacyjnych zamieszczam zdjęcia zrobione godzinę przed udarem i 10 minuut po udarze.

Jeżeli przed wyscigiem nie macie sił, i leżycie na chodniku,

image

a na plecach macie ślady po leczeniu chlamydii - 

image

to weźcie udzial w maratonie w roli kibica.

W przeciwnym razie grozi wam wylew krwi do mozgu.
A czlowiek w 10 minut po wylewie wygląda tak ( ten z lewej)

image

Jeżeli zauważycie podobne objawy trzeba natychmiast wezwac karetkę.

Pierwsze kroki

Dzisiaj, pierwszy raz po 2 tygodniach lezenia, wstalem i poszedlem na spacer po korytarzu. Nogi jak nie moje, zataczalem sie jak marynarz, ale jednak zacząłem nastepny etap rehabilitacji.
Uprzedzilem lekarzy, ktorzy na jutro zaplanowali dopiero opuszczenie nog z lozka. W takim tempie ze szpitala wyszedlbym po świętach.
A chce wyjsc najpóźniej w środę.
Glowa praktycznie juz nie boli. Jedynie dlugie lezenie daje poczatkowo przy podnoszeniu z łóżka efekt lekkich zawrotow.
Mam nadzieję,  ze w nastepnym wpisie napiszę, że juz jestem w domu.

Tomograf

Dzisiaj mialem robiony tomograf.
Wszystko jest bardzo dobrze- krew się wchłania. Co więcej od wczorajszego popołudnia przestała mnie bolec głowa.
Po tomografie pytalem sie lekarki, czy moglbym w zwiazku z ostatnimi wynikami wyjść w piątek. Zgody, ani nawet cienia szansy nie dostalem, ale może bede mógł w piatek usiąść na łóżku ( na pewno nie wstać).
Jak widać ciągle jeszcze istnieje pewna rozbieznosc stanowisk, ale usilnie pracuję nad ich zbliżeniem.

Niedziela w szpitalu

Kolejny identyczny dzien w szpitalu. Leżę z dużym bólem głowy, bo krew która sie rozlala, musi zniknąć przez absorpcję. A to boli. Poza tym lezenie jest calkowite, nie wolno mi nawet na chwilę usiąść na łóżku- glowa ma dotykać poduszki. We wtorek tomografem sprawdzą jak wchlania sie krew. Jak bedzie dobrze to może przyszłą niedzielę spędzę w domu ( moja kalkulacja )
Wtorkowa, oficjalna diagnoza mowila ze mam 2 tetniaki wymagające natychmiastowej operacji. W sobote lekarze spoza szpitala stwierdzili, ze ich nie mam ( cud- 2 tętniaki w 5 dni) Prawdopodobnie krwawienie szło z malej tetniczki. Taka opcja jest naprawdę lepsza. Reasumujac, wbrew opinii wtorkowych lekarzy chyba będę żył. Jeszcze raz dziękuję wam wszystkim, za olbrzymie wsparcie. Dziękuję Elu, Eluniu, Eluńko, Danielku, Pawelku, Mamo i Tato, Mamo Krysiu, Renato, Marzeno, Wojtku, Robercie, Basiu, Waldku, Gerardzie, Zosiu, Janku, Alu, Krzyśku, Olu, Krzśku, Marku, Włodku, Elu, Tomku, Bogusiu, Mario, Piotrze, Marzeno, Bogdanie, Różo, Janie i wszystkim o których mój pozbawiony tlenu i zalany krwią mózg zapomniał.Dziekuje

Szpital

Jestem od niedzieli w szpitalu. Cos pęklo w glowie i wylalo sie troche krwii. Jeszcze dzisiaj rano lekarz usilnie mnie namawial aby poddac sie operacji otwarcia czaszki. W przeciwnym razie na 70% nie przezyje nastepnych 3 miesiecy. Na razie probuje przezyc pierwszy dzien. Wszystko zdarzylo sie podczas polmaratonu rolkowego w Berlinie 30 marca. Jakies 1-2 km przed metą gwaltownie zabolala mnie glowa. Ale dojechalem do mety, zrobilem dobry wynik ( 79 na 683 mezczyzn, wiekszosc mlodszych). Potem obejrzelismy finiszujacych biegaczy ( wygrywali tylko solidnie opaleni ), Wrocilismy do hotelu i wyjechalismy do domu. Glowa nie przestawala bolec, a co gorsza za Berlinem wylaczylo mi mowe. Wtedy pojechalismy prosto do szpitala. I dlatego moj wiosenny dzien wyglada tak

image

Generalnie to walcze o zycie. To nie jest dobre, ale mam tez okazje zobaczyc jak bardzo i prawdziwie kochaja mnie najblizsi i nie tylko najblizsi. Dziekuje wam wszystkim.
I obiecuje, ze bede zyl.